PUJ – wanienka, którą pokochasz

PUJ – wanienka, którą pokochasz

10960477_1059295667430122_8033844213878380704_o

Pierwsze kąpiele Maleństwa, szczególnie z perspektywy Rodzica dopiero rozpoczynającego swoją przygodę, stanowią niemałe wyzwanie. Masa piętrzących się problemów od wylewającej się z wanienki dookoła wody, przez trudności z odpowiednią pielęgnacją Dziecka, aż po dylemat, gdzie właściwie zmieścić tę wielką, nieporęczną wanienkę, która czasami zajmuje połowę łazienki małego mieszkania. Te i podobne rozterki z milionami Rodziców dzielili każdego dnia Katie i Ben, małżeństwo projektantów z Kanady, mające czwórkę Dzieci. Okazuje się, że ich innowacyjne spojrzenie na funkcjonalne aspekty rodzicielstwa przyniosło rozwiązania, z których dzisiaj korzystają Rodzice na niemal całym świecie.

Wanienka Puj
Wanienka Puj

PUJ to marka stworzona przez Katie i Bena, a kryją się pod nią zadziwiające, intrygujące, niesamowicie funkcjonalne i piękne produkty. Zasada mniej znaczy więcej doskonale oddaje estetykę, w której poruszają się projektanci, a przede wszystkim wspaniale definiuje design oryginalnych propozycji. Pierwszym, flagowym akcesorium powstałym po to, by uczynić codzienną opiekę nad Maleństwem prostszą, jest wanienka.

Rozłożona wanienka Puj
Rozłożona wanienka Puj

Słowo wanienka prawdopodobnie przychodzi Wam do głowy jako ostatnie, gdy patrzycie na tę purystyczną, piankową deskę. Nie dajcie się jednak zwieść powierzchownemu wrażeniu – po zaledwie kilku sekundach i kliknięciach paru zatrzasków pojawia się właśnie ona, nietuzinkowa wanienka.

Wanienka PUJ ma wszystko, czego potrzebujecie przy codziennej pielęgnacji Niemowlęcia. Pianka jest na tyle twarda i wytrzymała, aby zapewnić Maluchowi solidne oparcie, a przy tym wystarczająco miękka, by zagwarantować uczucie komfortu. Kompaktowy rozmiar sprawia, że używanie jej nie wymaga dodatkowych stojaków i podstawek. Nowa wanienka będzie całkowicie kompatybilna z domową umywalką czy łazienkowym haczykiem, na którym swobodnie można ją przechowywać.

Podczas kąpieli nie musisz się już martwić o temperaturę – umiarkowany strumień letniej wody zapewni Maluchowi ciepło, zaś małe otwory w samej wanience gwarantują, że jej poziom nigdy nie osiągnie niebezpiecznej wysokości. Kolejną zaletą PUJ jest fakt, że nie zajmuje wiele miejsca – grubość pianki nie przekracza 2 cm, więc zdecydowanie możliwości jej przechowywania są większe, niż jakiejkolwiek innej wanienki dla Dzieci.

10854818_1059295634096792_7979268948622549215_o

Zamysły Bena i Katie sięgają jednak o wiele dalej. Co z Rodzicami, którzy często podróżują z Maluchem lub życie Dziecka toczy się między domem rodzinnym a mieszkaniem Dziadków? W odpowiedzi na te specyficzne potrzeby podstawowa wanienka PUJ ewoluowała i mobilne Rodziny mogą korzystać z dobrodziejstw jeszcze bardziej kompaktowej wanienki Flyte.

Wersja podróżna - wanienka Flyte
Wersja podróżna – wanienka Flyte

Podróżna wersja wanienki PUJ jest nieco mniejsza, łatwo ją złożyć i przechowywać w zwykłej torbie, z której korzystamy w trakcie spacerów. Podobnie jak starsza siostra, wanienka Flyte jest banalna do utrzymania w czystości, głównie dzięki nieabsorbującej wody piance, do której nie przylega ani tradycyjne mydło, ani środki do pielęgnacji na bazie oliwek.

Marka ma w swojej ofercie o wiele więcej wizjonerskich produktów, które mogą zmienić na lepsze codzienne życie wielu Rodzin. Wanienki to prawdopodobnie dopiero początek planowanej przez PUJ rewolucji. Kolejne produkty, pojawiające się w asortymencie firmy, robią nie mniejsze wrażenie niż te, które już znamy. Funkcjonalna kubki, ręczniki o nietypowym formacie oraz specjalne uchwyty to akcesoria, które proponują alternatywne rozwiązania, a przy tym zachwycają designem i starannym wykonaniem. W przyszłości z pewnością postaramy się sprowadzić je do naszego kraju. Tymczasem zachęcamy do zapoznania się z bieżącą ofertą marki, dostępną w naszym sklepie.

Osłonki na kran Snug, dostępne już w naszym sklepie.
Osłonki na kran Snug, dostępne już w naszym sklepie.
Chłopcy, którzy nie biją dziewczynek

Chłopcy, którzy nie biją dziewczynek

Fot.: Fanpage.it
Fot.: Fanpage.it

Przemoc nigdy nie powinna być akceptowana. Niestety, mimo ciągłej walki z jej przejawami, obecność agresji w naszej codzienności podkreśla pewną bezsilność wobec brutalności. Dlatego bardzo cieszą kampanie społeczne, które w niebanalny sposób próbują zmierzyć się z problemem. Tym razem ciekawą propozycję przygotowała włoska agencja prasowa. Fanpage.it w najnowszym wideo pokazuje reakcje czterech małych chłopców na polecenie uderzenia dziewczynki spotkanej na ulicy. Okazuje się, że nie trzeba być ani dorosłym, ani mędrcem, aby zachować się właściwie.

Dziennikarz Luca Lavarone przeprowadził eksperyment społeczny, do którego zaangażował poznane na ruchliwej ulicy Dzieci. Celem badania była konfrontacja z panującym we Włoszech stereotypem macho, a sam film został zaprojektowany jako viralowe wsparcie kampanii przeciwko przemocy domowej.

Czterej mali kawalerowie, w wieku od sześciu do jedenastu lat, zostają przedstawieni uroczej dziewczynce, Martinie, która wywołuje u nich chichoczącą reakcję niewinnego zauroczenia. Stojący za kamerą mężczyzna wydaje im kilka poleceń interakcji, prosząc między innymi o rozśmieszenie nowej koleżanki oraz powiedzenie jej komplementu. Z lekkim onieśmieleniem bądź tremą spełniają prośby. Niespodziewanie, ton rozmowy ulega zmianie – natarczywa komenda zachęca chłopców do uderzenia Martiny, wprawiając każdego z osobna w osłupienie. Wyglądają na rozdartych między posłuszeństwem starszym, a moralnymi obiekcjami, jednak nikt nie decyduje się spełnić prośby. Żaden z chłopców nie zamierza skrzywdzić dziewczynki.

Reakcja Dzieci na przemoc to wzruszająca lekcja dla dorosłych, która w piękny sposób pokazuje, że agresja nie jest nam do niczego potrzebna.

Zabawka jak reklamowana

4995091789_3d22fecd8f_o

W ostatnim czasie głośno było o porozumieniu przedstawicieli największych telewizji w Polsce dotyczącego zakazu reklam niezdrowej żywności. 29. października podpisano dokument, na mocy którego od nowego roku w trakcie audycji kierowanych do dzieci do dwunastego roku życia nie zobaczymy treści promujących śmieciowe jedzenie. To rzeczywiście krok naprzód, jeśli chodzi o pośrednie ograniczanie nadmiernego spożycia cukrów, tłuszczu i sodu. Jednak w związku z nadchodzącymi wielkimi krokami świętami Bożego Narodzenia, stoimy przed zupełnie innym zagrożeniem. Natarczywe reklamy ogłupiających zabawek już wkrótce zaczną bezlitośnie zatruwać umysły naszych dzieci. Jak ochronić swoje Pociechy przed szkodliwym wpływem wszechobecnej promocji?

Dobre, bo reklamowane

Boże Narodzenie tuż, tuż, listy do Mikołaja w połowie napisane, prezenty na szkolne mikołajki również w dużej mierze zostały już zaplanowane. Co się okazuje? Otóż każda dziewczynka marzy o lalkach Monster High, żaden chłopiec nie pogardzi Hexbugiem i absolutnie wszyscy chcą dostać nowego Furby’ego. Jako ludzie różnimy się między sobą nie tylko wyglądem, ale także upodobaniami, dlaczego więc przy okazji artykułowania pragnień wychodzi na jaw, że dzieci marzą o dokładnie takich samych zabawkach? Wpływ grupy? Niekoniecznie, wystarczy przypomnieć sobie reklamowane w telewizji treści i wszystko stanie się jasne.

Krótkie filmy promocyjne uderzają z siłą nokautującego ciosu wprost w umysły naszych dzieci. Większa część maluchów ma dostęp do świata kreowanego przez telewizję długo przed pierwszym dniem w szkole. Kaiser Family Foundation przeprowadziło badania, które pokazały, że dwie trzecie dzieci do czwartego roku życia spędza przed ekranem telewizora przeciętnie aż dwie godziny dziennie. Później ten czas wzrasta i ośmiolatek poświęca na tego typu rozrywkę już mniej więcej cztery godziny każdego dnia. Biorąc pod uwagę częstotliwość pasm reklamowych, kolejne badania przyniosły jeszcze bardziej zatrważające wnioski – rocznie dzieci w wieku szkolnym oglądają około 40 tysięcy reklam.

Ukryta dźwignia handlu

Od niezdrowego jedzenia po reklamy zabawek: właśnie to każdego sobotniego i niedzielnego poranka serwują nam stacje telewizyjne w przerwie między kreskówkami. Marketingowa wiadomość jest prosta i łatwo przyswajalna przez Maluchy w każdym wieku. W ten sposób reklamowane produkty wyglądają w oczach małego odbiorcy na zwyczajnie idealne i łatwo dostępne, wyglądają jak coś, co sam może posiąść. Fakt, że ma to niewiele wspólnego z rzeczywistością, w tym momencie jest zupełnie nieistotny.


Dzieci nie mają świadomości, że reklamy powstają tylko i wyłącznie po to, aby sprzedawać produkt. Najlepiej w ilościach masowych. Sześciolatek nie jest w stanie krytycznie spojrzeć na treści promocyjne, zwłaszcza, gdy produkt poleca mu ulubiony bohater. Zaangażowany emocjonalnie w reklamowe treści maluch, bardzo dobrze przyswaja proste dżingle czy charakterystyczne zwroty. Granica między życiem, a telewizyjną fikcją wciąż nie jest dla przedszkolaka taka oczywista, dlatego ze śmiertelną powagą przyjmuje informacje pokazane w materiałach marketingowych. Oczekuje, że Barbie, która w reklamie zachowuje się jak prawdziwa osoba, w rzeczywistości również będzie inna niż pozostałe lalki, a odważna figurka Batmana uratuje miasto przed zagrożeniami.

Poza natarczywym budowaniem w dzieciach potrzeby posiadania zabawek, reklama promuje stereotypowe postrzeganie ludzi oraz wzorce zachowań dalekie od standardów większości systemów etycznych. W telewizyjnym świecie nie istnieją problemy, których nie da się rozwiązać przez wizytę w galerii czy centrum handlowym – konsumpcja prezentowana jest jako jedyna istotna wartość we współczesnej rzeczywistości.

9925195183_cc890963ed_b
Lepiej zapobiegać niż leczyć

Całkowite wyeliminowanie reklam z programu telewizyjnego jest oczywiście misją niemożliwą do wykonania, podobnie jak odcięcie dostępu do nich dziecku. Można jednak z malcem rozmawiać, a także znacząco zmniejszyć jego kontakt z napastliwymi bodźcami.

Istota wartości
Jeśli sami nie definiujemy życiowego sukcesu przez stan materialnego posiadania, możemy pracować nad niekonsumpcyjną postawą u naszych dzieci. Warto tłumaczyć maluchowi, że reklamy powstają w celu wytworzenia w odbiorcy potrzeby posiadania produktu, skłonienia do zakupu i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Można również wspomnieć, że za tworzenie filmów promocyjnych odpowiadają ludzie, którzy stworzyli dany przedmiot i chcą zarobić na nim jak najwięcej pieniędzy. Jeśli kiedyś ulegliście namowom malucha i kupiliście mu reklamowany przedmiot, zamiast teraz bić się w pierś, wykorzystajcie ten fakt, jako argument. Dziecko „marzyło” o nowej maskotce Angry Birds, a teraz leży na dnie kosza z zabawkami? Trudno o lepszy przykład.

Nie mów nie
Jak wiadomo, „nie, bo nie” nie działa zbyt dobrze na większość dzieci. Zamiast zwyczajnie odmawiać zakupienia świecącej głowy kucyka Pony, zapytajcie malucha, dlaczego właściwie chce taką zabawkę, gdzie o niej usłyszał. Prawdopodobnie przyzna, że źródłem były telewizja bądź internet. Dr Robinson z Uniwersytetu w Yale proponuje w odpowiedzi proste stwierdzenie: „Oni po prostu chcą, żebyś to chciał, aby mogli sprzedawać tę zabawkę”. To już konkretny początek do dalszej dyskusji.

Limitowana reklama
Psychologowie zalecają zwyczajne ograniczenie kontaktu z reklamą i proponują kilka sensownych pomysłów, jak poradzić sobie z agresywnym przekazem. Można wybierać publiczne stacje telewizyjne, które nie karmią odbiorcy pasmem promocyjnych filmów w trakcie programu, a już na pewno robią to rzadziej niż komercyjne kanały. Zamiast bajek w telewizji warto po prostu włączyć je dziecku na DVD. Innym sposobem jest nagrywanie programów – bez reklam.

Świeć przykładem
Jeśli sami jesteśmy konsumentami, ulegającymi bezlitosnej sile reklamy, trudno będzie nam budować w dziecku niematerialne wartościowanie i odporność na śmieciowe treści. To właśnie od nas, rodziców, zaczyna się całe szaleństwo. To my w pierwszej kolejności kupujemy reklamowane zabawki Fisher Price, gdy dziecko jest jeszcze za małe, by wyrażać swoje własne preferencje, a tym samym wzmacniamy przekonanie, że posiadanie tylko i wyłącznie promowanych produktów nie jest niczym niezwykłym. Krótki rachunek sumienia z pewnością nam nie zaszkodzi.

6994730378_8e41fee3bb_b